Cienie Inglot

Już na samym początku postu przyznaję, że jestem wielką fanką cieni Inglot. Posiadam zarówno matowe, pełowe jak i brokatowe odcienie w różnych formatach – duże koła w odzielnych opakowaniach, małe do freedom system jak i te prostokątne.

Cieni tej marki używam już od liceum (od ok. 7 lat). Zaczęło się od brudnego różu przechodzącego w brąz. Nie pamiętam już jego numeru, ale chyba muszę się po niego wybrać dla sentymentu choćby :)
Nie są to tanie drogeryjne cienie, ale nie należą one również do drogich kosmetyków – pojedynczy cień można zakupić już w cenie 10-12 zł. Każdy z nich można przetestować na miejscu, rozetrzeć z dowolnym innym w celu upewnienia się, że naprawdę jest to to, co chcesz zakupić.

Najwięcej zużywam cieni brązowych. Czuję się w nich najlepiej – brązy to dla mnie najlżejszy dzienny makijaż, pasuje również do moich brązowych oczu.
Poniżej można zobaczyć zdjęcie mojej kolekcji.

inglot, paleta na 20 cieni kosztowała mnie 32 zł

inglot, paleta na 20 cieni kosztowała mnie 32 zł


inglot

Jakościowo są to bardzo dobre cienie. W porównaniu z innymi markami wypadają na mojej powiece najlepiej. Bez porównania z tanimi cieniami drogeryjnymi czy droższymi typu Gosh, próbowałam też cieni MAC (jeden wciąż posiadam i leży gdzieś głęboko w kosmetyczce) i nie zamieniłabym w tej chwili Inglot na legendarny MAC.

Warto zaznaczyć, że nie używam bazy pod cienie, Inglot tego ode mnie nie wymaga, idealnie się wpasował w moje potrzeby szybkiego makijażu na codzień jak i na imprezy. Przygotowuję jednak powiekę pod cienie – nie omijam jej przy nakładaniu podkładu (podład musi być lekki i nie wchodzić w zmarszczki oka), potem dokładnie pudruję (puder transparentny), by powieka była całkiem sucha.
Może inne cienie fajnie by się sprawdzały u mnie ale przy dodatkowym zastosowaniu bazy. Tego nie wiem.

Najbardziej lubię te cienie o kremowej konsystencji.
Zdarza się trafić na cienie twarde jak kamień (1/3 szans, chyba że to zależy od koloru) – bardzo ciężko jest je nałożyć na pędzel, z pędzla/palca na powiekę i rozetrzeć. Mają one również bardzo mało pigmentu. Raczej nie nadają się, nie jestem z nich zadowolona. Nie wiem od czego zależy twardość/miękkość cieni. Od czasu leżenia na półce sklepowej czy też od składu? Ktoś może zna odpowiedź na to pytanie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: